Blog Roberta Węgrzyna

Miasto potrzebuje zgody i dobrego gospodarza

Z ROBERTEM WĘGRZYNEM, byłym posłem, potencjalnym kandydatem na prezydenta Kędzierzyna-Koźla, ROZMAWIA Tomasz Gdula.

Miasto potrzebuje zgody i dobrego gospodarza– Po przegranych wyborach do Senatu w 2011 roku zniknął pan z polityki. Nie ciągnie wilka do lasu?
– Od półtora roku nie pełnię żadnych funkcji publicznych, ale regularnie bywam w Sejmie, utrzymuję ścisły kontakt ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej, ale nie tylko, polityka wciąż jest mi bliska i zajmuję się nią, mimo że zawodowo zajmuję się teraz czymś innym.

– Dawni koledzy nie odwrócili się od pana, gdy wypadł pan z parlamentu?
– Paradoksalnie nie, gdyż większość osób politycznie mi bliskich nie postrzega mojego wyniku w wyborach do Senatu jako porażki. Te osoby, podobnie jak ja, uważają że był to sukces, tyle że nie zwieńczony uzyskaniem mandatu. Przypomnę, że otrzymałem 14 tysięcy głosów, o cztery tysiące więcej niż w wyborach do Sejmu z 2007 roku. Przegrałem tylko z kandydatami PO i mniejszości niemieckiej, za którymi stały potężne organizacje i sztaby wyborcze. Ja byłem sam, a mimo to pokonałem przedstawicieli PiS-u, SLD i dwóch mniejszych formacji. To dobry fundament, by budować coś na przyszłość.

– Z tego jasno wynika, że chce pan wrócić do polityki.
– Rozważam to. Kalendarz wyborczy jasno pokazuje, że ewentualny powrót możliwy będzie pod koniec 2014 roku, gdy odbędą się wybory samorządowe. Jeszcze nie podjąłem decyzji czy w nich wystartuję.

– Kiedy pan zdecyduje i od czego to zależy?
– Decyzję czy będę się ubiegał o fotel prezydenta Kędzierzyna-Koźla ogłoszę po tegorocznych wakacjach. Zależy ona głównie od tego, czy uda mi się zbudować silną listę kandydatów do rady miasta i rady powiatu, ponieważ tylko w takiej konfiguracji, w razie wygranej, mam szansę być skutecznym prezydentem. Prowadzę zaawansowane rozmowy z wieloma powszechnie szanowanymi w Kędzierzynie-Koźlu i okolicach ludźmi, wstępnie zainteresowanymi startem z list mojego komitetu.

– Jaka będzie ta „drużyna Węgrzyna” i kto się w niej znajdzie?
– Jeśli taka „drużyna” powstanie, będzie złożona z bardzo poważnych kandydatów, ale na tym etapie żadnych nazwisk nie zdradzę.

– W maju 2014, więc pół roku przed wyborami samorządowymi, upłynie okres pańskiej banicji z Platformy Obywatelskiej. Rozważa pan powrót w dawne szeregi?
– Jak powiedziałem na wstępie, utrzymuję bliski kontakt ze środowiskiem PO. Już teraz mam zaproszenia od szefów trzech regionalnych struktur partii, którzy chcą, bym wstąpił do partii właśnie u nich, ale ewentualny powrót uzależniam od kilku kwestii, wśród których najważniejsza jest szczera rozmowa z premierem Donaldem Tuskiem.

– Ma pan do Tuska osobisty żal o to, jak potraktowano pana w 2011 roku?
– Oczywiście, że mam żal, ale co się stało, już się nie odstanie. Moja rozmowa z premierem, jeśli do niej dojdzie, nie będzie dotyczyła przeszłości, lecz ważnych spraw bieżących i przyszłości.

– A konkretnie?
– Sądzę, że Donald Tusk nie ma dziś pojęcia o wielu zjawiskach w opolskiej Platformie Obywatelskiej, którym trzeba przeciwdziałać. Szczegóły, proszę wybaczyć, najpierw pozna sam premier. Ponadto chcę od premiera usłyszeć czy podejmie on niełatwe, lecz zarazem nieodzowne reformy finansów publicznych, prawa regulującego działalność małych i średnich firm, wreszcie: czy zamierza realizować śmiałą i skuteczną politykę prorodzinną czy tylko o tym mówić. To są kwestie, które w polskiej debacie publicznej uważam za kluczowe i jeśli wrócę do Platformy, to tylko do takiej, która zamierza podjąć te wyzwania.

– Jak pan ocenia ponad połowę kadencji obecnego prezydenta Kędzierzyna-Koźla, Tomasza Wantuły?
– Są obszary, w których prezydent odniósł niewątpliwy sukces. Za takie uważam gruntowną zmianę polityki mieszkaniowej, skrócenie listy oczekujących na własne „M” czy reorganizację Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego, dzięki której ta spółka przynosi dziś mniejsze straty niż kilka lat temu. Jestem w miarę neutralny w kwestiach personalnych, a jak wiadomo byłem zdecydowanym krytykiem np. zwolnienia przez prezydenta Tomasza Wantułę wiceprezydent Ewy Dudzińskiej. Wiele na tematy personalne już powiedziano, więc na tym na chwilę obecną poprzestańmy.

– Czy pańska neutralna ocena polityki kadrowej prezydenta, który wymienił wszystkich szefów miejskich instytucji i kierowników wydziałów w magistracie nie wynika z faktu, że chce pan zostawić sobie pole manewru i po ewentualnej wygranej dokonać kolejnej czystki?
– Nie o to chodzi. Każdy prezydent ma prawo rezygnacji ze współpracy z ludźmi, z którymi nie chce współpracować, tak się dzieje wszędzie, dlatego pozostaję w tej kwestii mimo wszystko neutralny.

– A co najbardziej nie podoba się panu w działaniach prezydenta?
– Nie chcę krytykować Tomasza Wantuły i nie będę tego robił nawet jeśli zdecyduję się kandydować na prezydenta. Po bardzo ciężkich i burzliwych dwóch latach Kędzierzyn-Koźle potrzebuje dziś przede wszystkim zgody i współdziałania. I to deklaruję, niezależnie od tego czy wystartuje w wyborach i jaki wynik w nich osiągnę. Dlatego zamiast krytyki będę proponował inne, moim zdaniem lepsze rozwiązania w kilku kluczowych kwestiach.

– Jakich?
– Mam inną wizję zarządzania, gdyż uważam że naszemu miastu brak priorytetów rozwoju. Oczywiście jest strategia, formalny dokument, z którego niewiele wynika. Porywamy się na wielkie i bardzo kosztowne inwestycje, z których w tych chudych latach niewiele wychodzi. Tymczasem trzeba zacząć od spraw najprostszych, które pozwolą ludziom wygodniej żyć. To są drobiazgi, które w swojej masie doprowadzają do frustracji. Takich przykładów są setki i każdy mieszkaniec może ich przytoczyć wiele ze swojego otoczenia. Jako prezydent zwracałbym uwagę na takie pozorne drobiazgi i osobiście kierował odpowiednie służby do usuwania usterek. Wyczuliłbym też na to pozostałych urzędników. Takie podejście nie wymaga wielkich nakładów, a daje znakomity efekt, który znają wszyscy odwiedzający takie miasta jak Racibórz, Kołobrzeg i wiele innych miast podobnych potencjałem do Kędzierzyna-Koźla, lecz znacznie lepiej zadbanych i wyglądających – mówiąc w pewnym skrócie – bardziej po europejsku.

– Mimo to miasto planuje śmiałe inwestycje, a prezydent Wantuła ma jeszcze półtora roku na ich realizację.
– Plany są śmiałe, ale gdy trzeba sięgnąć po zewnętrzne fundusze rządowe czy unijne, efekty nie są zadowalające. Uważam, że to wynika m.in. z braku kontaktów w Warszawie. Podam przykład południowej obwodnicy miasta, wybudowanej kilka lat temu. Powstała, bo gdy byłem posłem naciskałem w tej sprawie na ówczesnego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Podczas otwarcia tej drogi Grabarczyk powiedział mi: dostajesz tlen na drugą kadencję w Sejmie. Potem sprawy potoczyły się inaczej, ja nie jestem posłem, on nie jest już ministrem, ale ten przykład pokazuje, jak ważne są osobiste relacje z kluczowymi politykami. To jest kapitał, który jako prezydent wniósłbym miastu w posagu i wiele spraw, o których teraz tylko rozmawiamy już byłoby w fazie realizacji. Pomimo iż formalnie nie zasiadam w parlamencie, to mogę służyć pomocą Tomaszowi Wantule w kwestiach najważniejszych dla miasta jeśli tylko będzie chciał z tej pomocy skorzystać, bo tu chodzi o nasze wspólne dobro. Chciałbym, żeby Kędzierzyn-Koźle nie tylko na papierze był „miastem możliwości”.

– A w tej chwili nie jest?
– Możliwości jest wiele, nie brakuje nam ludzi pełnych zapału, ale często nie spotykają się z wystarczającym wsparciem ze strony władz samorządowych. Tak dzieje się np. w odniesieniu do ludzi, którzy kosztem własnego czasu, a i prywatnych pieniędzy, rozwijają w Kędzierzynie-Koźlu szkółki piłkarskie. Robią to znakomicie, ale efekty mogłyby być znacznie większe, gdyby władze miasta nagradzały ich wyniki i w ślad za tym zwiększały dotacje. Tak się nie dzieje.

– Platforma Obywatelska dąży do usunięcia Artura Widłaka ze stanowiska starosty i najpewniej zastąpi go Małgorzata Tudaj. To dobra kandydatka?
– Artur Widłak nie ma za sobą żadnego politycznego zaplecza i jako starosta popełnił wiele błędów. Najgorsze, że od niemal roku całą swoją energię pożytkuje na to, by trwać na stanowisku, a sprawy naprawdę ważne dla powiatu i jego mieszkańców leżą odłogiem. Im dłużej tak jest, tym gorzej dla nas wszystkich. W tej sytuacji Małgorzata Tudaj wydaje się jedyną osobą, która mogłaby poprawić sytuację. Kiedyś razem działaliśmy w PO i różnie układały się nasze relacje, ale uważam, że jest to w obecnej konfiguracji najlepsza kandydatka na starostę.

– Dziękuję za rozmowę.

3 Komentarze

  1. Ania Leszczyńska pisze:

    Bardzo dobry wywiad, wynik osiągnięty podczas wyborów do Senatu imponujący:) Niezwykle interesującym wątkiem w dyskusji jest wizja rozmowy z Premierem o tym co dzieje się na tz. dołach Platformy. Uważam, że takie rozmowy powinny być przeprowadzone w każdej strukturze PO, nawet tej najmniejszej, bo to często tam jest wiele niedomówień i pewnych nieprawidłowości. Panie Robercie życzę powodzenia i wytrwałości w dążeniu do celu:)
    Anna Leszczyńska

  2. Niezłe i dobre przemyślenia ,wyważone wypowiedzi. Widac obycie polityczne i chęć pracy . Szkoda tylko że jednak w kraju rządza partie i partyiki a nie ludzie którzy się na tym znają i mają dryg do tego.

    marek.

  3. Artur Kempa pisze:

    Jestem zdecydowanym zwolennikiem zmian w naszym Kędzierzynie-Koźlu i właśnie pana panie Robercie W, widzę na czele tych zmian…oby się udało ;)

    pozdrawiam z Koźla
    Artur K.

Skomentuj wpis

 

— wymagane *

— wymagane *