Blog Roberta Węgrzyna

Nie ma rządzenia bez porozumienia

Tegoroczna batalia o budżet stoczona pomiędzy prezydentem miasta i radnymi była wydarzeniem tyleż spektakularnym, co smutnym.
Tomasz Wantuła postanowił przeciwstawić radzie miasta samorządy osiedlowe, z którymi skonsultował i wpisał do projektu budżetu Kędzierzyna-Koźla niemal sto zadań. To imponująca liczba, nawet jeżeli przyjmiemy, że większość pozycji to inwestycje na papierze, czyli techniczne projekty czegoś, co być może powstanie w przyszłości, choć wcale nie jest to takie pewne.
Niezależnie od obfitości papierowych czy realnych inwestycji planowanych przez prezydenta, rada miasta odrzuciła zdecydowaną większość z nich. Nie chcę oceniać czy to dobrze czy źle z punktu widzenia tegorocznego i przyszłych budżetów, ale chciałbym zwrócić państwa uwagę na inną kwestię, znacznie ważniejszą z punktu widzenia jakości i stylu sprawowania władzy w samorządzie: współpracy prezydenta i radnych – tej zwykłej, codziennej i tej odświętnej, jaką jest uchwalanie budżetu miasta. Dzielenie dochodów i określanie wydatków na nadchodzący rok zawsze powinno być chwilą konsensusu, ale w Kędzierzynie-Koźlu od lat tak nie jest. Przeciwnie – debaty budżetowe to czas prężenia muskułów przez prezydenta i stojących naprzeciw niego radnych.
Tak było za czasów prezydenta Wiesława Fąfary, tak jest obecnie. Kilka lat temu poprzedni włodarz gminy Kędzierzyn-Koźle chciał nawet odmawiać radnym prawa do wtrącania się w to, na co gmina będzie wydawać pieniądze, Wiesław Fąfara był zdania, że to wyłącznie jego przywilej i trzeba było dopiero wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, by uznał, że najwyższą władzą w mieście jest rada, a prezydent tylko i aż ma prawo realizować jej uchwały.
W tegorocznym sporze budżetowym nie ma strony, która miałaby sto procent racji, ale jedno nie może budzić wątpliwości: przedstawiciele rad osiedli powinni być dla prezydenta miasta takim samym partnerem przy konstruowaniu budżetu, jak radni rady miasta. Tymczasem Tomasz Wantuła pierwszy raz nachylił ucho w kierunku samorządów osiedlowych i wiele wskazuje, że zrobił to po to, by mieć środek nacisku na radnych, z którymi w ogóle nie rozmawiał. Tymczasem uchwalenie dobrego, rozwojowego budżetu bez poważnego traktowania wszystkich partnerów przez prezydenta, oczywiście z wzajemnością, niestety nie jest możliwe.

Nikt jeszcze nie skomentował wpisu... Bądź pierwszy!

Skomentuj wpis

 

— wymagane *

— wymagane *