Blog Roberta Węgrzyna

W co gra starosta

W tle awantury o szpital starosta Artur Widłak prowadzi tylko sobie znaną, indywidualną grę, o której nie wiedział ani odwołany dyrektor Anatol Majcher ani jego następca Andrzej Mazur. Intuicja podpowiada mi, że drugie dno tego zamieszania skoncentrowane jest na nieodległej prywatyzacji szpitala. Najgorszym z możliwych rozwiązań byłaby „dzika prywatyzacja”, która doprowadziłaby do likwidacji nierentownych oddziałów.

Tajemnica stosunkowo szybkiej redukcji długów szpitala w Kędzierzynie-Koźlu, jaka miała miejsce w ostatnich kilkunastu miesiącach tkwiła m.in. w umiejętnym równoważeniu strat przynoszonych przez mniej rentowne oddziały zyskami wypracowywanymi w innych jego częściach. Np. oddział urologii przynosił ok. pół miliona zł zysku rocznie, co pozwalało finansować ujemne wyniki notowane m.in. na chirurgii. Tym pierwszym oddziałem kierował powszechnie szanowany dr Andrzej Trondowski, który właśnie został wyrzucony z pracy.

Zdarzyło się to po mającej charakter przesłuchania rozmowie, jaką z Andrzejem Trondowskim przeprowadził w gabinecie dyrektora ZOZ-u starosta Artur Widłak. Czy rolą starosty jest osobiste przeprowadzanie personalnych czystek na medycznych stanowiskach szpitalu? A może dr Trondowski stał na przeszkodzie jakichś polityczno-biznesowych planów starosty i dlatego został potraktowany w tak obcesowy sposób?

Nie mam dowodów, ale intuicja i fragmentaryczna wiedza jaką posiadam podpowiada mi, że celem starosty mogą być własnościowe przekształcenia szpitala, a znakomicie funkcjonująca urologia należy do najbardziej łakomych kąsków dla potencjalnego inwestora, zainteresowanego przejęciem szpitala. Przy czym interes mieszkańców jest tu zupełnie inny. Dziś każdy z nas w szpitalu z nazwy powiatowym może liczyć na kompleksową opiekę medyczną na poziomie niemal klinicznym. Po ewentualnej prywatyzacji byt wielu deficytowych oddziałów będzie zagrożony, a to oznaczałoby znaczące pogorszenie zakresu i standardu opieki medycznej w kędzierzyńsko-kozielskim szpitalu.

Działania mogące doprowadzić do „dzikiej prywatyzacji” szpitala, które – jak przypuszczam – podejmuje starosta, będący politycznie osamotnionym solistą, bez stabilnego zaplecza w radzie powiatu grożą daleko idącymi i groźnymi skutkami. Ale może właśnie słabością i tymczasowością pozycji Artura Widłaka należałoby tłumaczyć pośpiech w usunięciu ze stanowiska dyrektora Anatola Majchera oraz zastąpieniu go Andrzejem Mazurem. Ten ostatni jest znakomitym chirurgiem, ale rodzi się obawa, że zostanie wykorzystany jako narzędzie w grze, której skutków i konsekwencji dziś nawet nie bierze pod uwagę.

Platforma Obywatelska w Kędzierzynie-Koźlu od czerwca ubiegłego roku podejmuje próby usunięcia ze stanowiska starosty, który poza samym sobą nie reprezentuje dziś nikogo. Mimo ewidentnej słabości Artura Widłaka PO nie potrafiła skutecznie przeprowadzić operacji przejęcia władzy w powiecie, co dowodzi, że to ugrupowanie jest dziś najsłabsze w swej 12-letniej historii w naszym mieście. Klub radnych PO w radzie powiatu nie potrafi skupić wokół siebie innych sił politycznych, a w radzie miasta reprezentacja PO praktycznie nie istnieje.

Kędzierzyn-Koźle potrzebuje dziś cieszącego się zaufaniem społecznym lidera i stojącego za nim ugrupowania, które ustabilizowałoby rozchwianą radę powiatu, odbierając władzę osamotnionemu i niezdolnemu do skutecznego rządzenia staroście oraz podjęło próbę pojednania skłóconej rady miasta. W naturalny sposób predysponowana do tej roli wydawała się Platforma Obywatelska, ale nowe porządki zaprowadzone w Kędzierzynie Koźlu przez regionalnego lidera PO Leszka Korzeniowskiego doprowadziły do paraliżu tej partii. Cóż się jednak dziwić, skoro poseł Korzeniowski, mimo że zasiada w Sejmie od 12 lat, tak na prawdę tylko formalnie się o niego otarł, a w polityce skutecznie potrafił walczyć jedynie o osobiste interesy wewnątrz partii. Gdyby było inaczej, zaangażowałby się w rozwiązanie przekraczającego wszelkie granice absurdu konfliktu w radzie naszego powiatu, tymczasem Korzeniowski jest bierny i nawet nie zabrał w tej sprawie głosu.

Wszyscy autorzy tego zamieszania zostaną na szczęście ocenieni przez mieszkańców w wyborach, które odbędą się za półtora roku. Oby tylko nasze miasto, powiat i tak newralgiczna instytucja jak szpital przetrwały do tego czasu z możliwie najmniejszymi stratami.

3 Komentarze

  1. Jan Pankala pisze:

    Zgadza się zostaną ocenieni przez wyborców w końcu skończy się ten wielki wstyd i cyrk.

  2. wszystko w naszym mieście sie wali jest nie tak,i będzie tak nadal jeśli rządzeniem w miescie będa sie zajmowały partyjki a nie ludzie którzy zostaną wybrani w jednomandatowych okręgach .

  3. Sojusz Ludzi Dzianych
    Dzianym, czyli majętnym, można zostać dzięki własnej pracy albo dzięki własnym kumplom. Radny sejmiku Andrzej Mazur, dzięki partyjnym kumplom z SLD został dyrektorem szpitala w Kędzierzynie-Koźlu.
    Sprawę opisał lokalny tygodnik 7dni. Pokrótce: radny sejmiku z ramienia SLD, dr Andrzej Mazur został mianowany dyrektorem rzutem na taśmę przez mający upaść nazajutrz zarząd powiatu. Będący na wylocie poprzedni starosta powiatowy Artur Widłak otwarcie przyznał w gazecie, że zmiana warunków kontraktu Mazura miała na celu uniemożliwienie następnemu zarządowi próby ruszenia człowieka z eseldowskiej ferajny.
    Bowiem gdyby nowym zarządcom powiatu taka myśl przyszłaby do głowy, musieliby po zwolnieniu Mazura płacić mu pensję przez kolejne 12 miesięcy.
    Widłak ani się zająknął na temat kolosalnych a do tej pory niedostrzeżonych talentów menedżerskich swego protegowanego. Widać są tak oczywiste, że nie trzeba o nich wspominać.
    Dorota Tomala, podobnie jak Widłak usunięta z zarządu powiatu, równie otwarcie uzasadniła potrzebę zabetonowania Mazura na dyrektorskim stołku: „Jeżeli zmiany są zgodne z prawem, to dlaczego nie mieliśmy ich przegłosować?”
    Oboje tych państwa, plus ich protegowany pokazali mentalność typową dla dawnych właścicieli Polski Ludowej. Zmienili barwy, szyldy, nazwy, loga, ale wyzierają zza nich te same umysły, odruchy, poglądy na państwo.
    W nowych warunkach kontraktu dyrektor zyskał nie tylko 12 miesięczny okres wypowiedzenia, ale też podwyżkę, którą płacić mu będzie robiący bokami szpital, możliwość pełnienia w szpitalu większej liczby dyżurów i prawo do dorabiania sobie na boku.
    Ten sam SLD próbował niedawno obalić marszałka województwa.
    Za zadłużanie województwa, biznesowe rozmemłanie i niekompetencję.
    Eseldowska ferajna pokazała w Kędzierzynie-Koźlu jak się skutecznie czesze sałatę. Proszę się od niej uczyć panie marszałku.

Skomentuj wpis

 

— wymagane *

— wymagane *